"12 piosenek z życia kobiety" (rozmowa)

- Nowa płyta, dawne piosenki. I tytuł "Pamiętnik...". Czy są w nim wszystkie tajemnice Edyty Geppert ?

 - Tajemnica polega na tym, że płyta powstała z piosenek, które śpiewałam w latach 1984 - 86, a które nigdy nie ukazały się na płytach kompaktowych. Ludzie często pytali mnie: dlaczego nie ma na CD np. piosenki "Jaka róża, taki cierń". Już jest. 

- Jest 12 pięknych piosenek. Co je łączy poza sentymentem i nową techniką? 

- Jeśli ktoś chciałby szukać wspólnego mianownika muzycznego, nie znajdzie go. Te 12 piosenek łączy podejście do tego, co rozumiem pod terminem "piosenka". Różni rozmówcy uparcie zwracają się do mnie "wokalistka", cały czas słyszę: pani śpiew, pani muzyka... A ja nie jestem wokalistką, śpiewając prowadzę rozmowę z ludźmi, przekazuję swoje odczucia, radości i obawy. 

- Nowojorska gazeta po niedawnych Pani recitalach napisała: "nazywanie jej piosenkarką czy pieśniarką byłoby nietaktem i zawodową degradacją". 

- To znaczy tylko tyle, że ktoś zrozumiał to, co powtarzam za profesorem Rudzkim, że dobry głos i dobry słuch jeszcze nie upoważniają do wyjścia na scenę. W maju 1983 roku z dyplomem piosenkarki w ręku zastanawiałam się: co dalej? Czy w tak poważnych czasach wypada uprawiać tak niepoważny zawód. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie jeszcze wyraźniej, jak ważne jest to, o czym się śpiewa i co chce się powiedzieć ludziom. Szukałam i szukam do dziś tekstów, które pełne są bliskich mi treści i emocji. 

- Czego? Smutku, nadziei, łez, otuchy, wspólnoty? 

- Wszystkiego, co porusza wrażliwego człowieka. Repertuar na tej płycie jest wyborem z moich pierwszych, jeszcze analogowych nagrań. Ich powodzenie stało się dla mnie sygnałem, że w swoim rozumieniu i odczuwaniu piosenki nie jestem wcale odosobniona. 

- Pamiętnik jest zawsze sprawą intymną, a odkrywanie prywatności trudnym i ryzykownym zabiegiem. 

- Piosenka jest artystyczną formą, ale to wcale nie znaczy, że nie ma w niej moich prywatnych wzruszeń. Nie ma tylko prywatnych łez, bo bylibyśmy nie na scenie a u cioci na imieninach. 

- Pozwoli Pani, że razem posłuchamy tej płyty. Otwiera ją piosenka - wizytówka "Jaka róża, taki cierń" Włodzimierza Korcza i Jacka Cygana. 

- To pierwsza piosenka napisana specjalnie dla mnie. Rok 1984. Dla mnie tamte czasy były ponure i dotkliwe. Na pewno znajdowałam więcej cierni niż róż. Widać takie odczucia były bliskie wielu ludziom, skoro ta, niekoniecznie przebojowa piosenka, zyskała ogromną popularność. Na tej płycie są dwa nagrania, które wtedy nie mogły być wydane ze względów cenzuralnych. "Tak, jak malował pan Chagall" (Wojciecha Młynarskiego i Leopolda Kozłowskiego) i katalońska piosenka "Czegóż chcą ludzie ci..." Usłyszałam ją na koncercie w kabarecie "Warsztat" w wykonaniu "Zespołu Reprezentacyjnego". Podporą tej grupy był wtedy Jarosław Gugała, dziś znana postać telewizyjna i to on napisał polski tekst tej dramatycznej ballady Marii dell Mar Bonet. Miała wtedy niesamowitą temperaturę aktualności, toteż czołowy publicysta stanu wojennego poświęcił tej piosence felieton. Napisał - "po co śpiewać takie piosenki, skoro w Polsce z powodów politycznych w zasadzie już się nikogo nie zamyka". Mnie chodziło właśnie o to "w zasadzie"... 

- Polityka nigdy nie była motorem Pani sztuki. 

- I nie jest. Skarga matki, której zabrano syna to zapis ludzkiego bólu. Jest taki sam w każdym kraju, w Hiszpanii, u nas i gdzie indziej... Dlatego zaczynam śpiewać piosenkę "Czego chcą..." w języku katalońskim. Po to, żeby podkreślić jej uniwersalizm. 

- Uniwersalną metaforę przynosi też piosenka "Zawitaj do nas właściwy wietrze". 

- Trafiła do mnie z teatru "Rozmaitości", z przedstawienia Andrzeja Strzeleckiego "Alicja w krainie czarów". Skorzystałam z sugestii moich dwóch profesorów - Piotra Loretza, który mi na nią zwrócił uwagę i jej kompozytora, Wojtka Głucha. Wtedy właśnie dał mi pierwszą swoją piosenkę. Z "Rozmaitości" jest też inny utwór na tej płycie "Znowu jestem sama" Andrzeja Brzeskiego, kolegi Piotra. On to grał i śpiewał gdzieś półprywatnie. Wokół nas jest wielu ludzi samotnych, opuszczonych. Znałam takich ludzi w ich miasteczkach. O nich mówi też we "Wdowiej piosence" Jan Wołek (muzykę do niej skomponował Henryk Alber). Mam w "Pamiętniku..." jeszcze jedną piosenkę tego tandemu twórczego. "Punkt zwrotny" (czyli "Łza"). To pierwsza piosenka dla mnie od Albera, z którym od tamtej pory się nie rozstaję. 

- Zawsze zdawało mi się, że jedna z najpiękniejszych piosenek wszechczasów, ballada "Zamiast" Magdy Czapińskiej i Włodzimierza Korcza, ma walory psychoterapeutyczne. Czy Pani to czuje? 

- Wszystko, co śpiewam jest wyrażaniem siebie, komunikowaniem stanu emocji. Emocje tego wiersza z pewnością były najpierw udziałem autorki, potem moimi, a w końcu stały się własnością wielu ludzi. Tak jest z utworami prawdziwie artystycznymi, mimo że powód jednostkowy mija, piosenka zostaje w wielu sercach. 

- Z tej rozmowy wynika, że jest to płyta wielu sentymentalnych premier: pierwsze piosenki pisane dla Edyty Geppert, początki twórczych przyjaźni, jakby rejestr artystycznych spotkań, ważnych w Pani karierze. 

- Tak się szczęśliwie składało, że od razu dostawałam bardzo wiele bardzo dobrych propozycji. Pierwszą piosenką Tomka Bajerskiego dla mnie było "By" do tekstu Jacka Cygana. No a teraz Tomek jest związany z nami nierozerwalnie. Z kolei "Nocny dyżur" do słów Jadwigi Has był pierwszym moim spotkaniem z Sewerynem Krajewskim, z którym każdy kontakt jest niezwykle twórczy i emocjonalny. 

- W tym "pamiętniku stanu ducha" pojawia się nie tylko smutek, ale i radość, żart, witalna wiara w życie. 

- Odrobinę ciepła dostałam w piosence "Mój man" Wojciecha Młynarskiego i Aleksandra Maliszewskiego. Za to w "hymnie optymizmu", jakim jest "Och, życie, kocham cię nad życie" Korcza i Młynarskiego szukałam odrobiny radości pomimo tego wszystkiego, co mnie otaczało. 

- Łatwo policzyć, że "Pamiętnik" ukazuje się dokładnie w 15 lecie debiutu i pierwszych wielkich Pani sukcesów we Wrocławiu i Opolu. Czy to był powód do zebrania piosenek - zwierzeń na tej płycie? 

- Tak się złożyło, chyba szczęśliwie. Z tej okazji zapraszam także na jubileuszowe koncerty do Buffo, Warszawa 14-15 i 22-23 stycznia 1999 roku. 

 

Rozmawiała Krystyna Gucewicz